|
|
wtorek, 02 marca 2010
I tak ...
spać nie mogę, więc piszę dalej. :)
Ostatnio wszystko układa się świetnie i na tyle cudownie, że aż z wrażenia mało piszę o tym na blogu. Nie zdradzam szczegółów i jestem troszkę tajemnicza, bo bardzo boję się zapeszyć. Chcę być szczęśliwa i kto wie może już niedługo to szczęście znajdę.
Nie chcę więcej łez, smutku i roczarowań. Przez ostatnie dwa lata miałam tego wszystkiego pod dostatkiem i wcale za tym nie tęsknię. Z mężem było jak było, nie jest złą osobą i dalej uważam, że dla odpowiedniej kobiety będzie cudownym mężem, kochankiem i przyjacielem, ale my ... jakoś nie umieliśmy znaleźć wspólnego języka. Chyba jednak za bardzo się różniliśmy, albo byliśmy zbyt podobni pod wieloma względami. Jedno jest pewne, nie byliśmy dla siebie pisani i nie jest nam dane razem się zestarzeć.
Odeszłam bez bólu, a wręcz z ogromną ulgą. W dniu w którym wywoziłam swoje rzeczy czułam się jakby mi ktoś stukilowy ciężar ściągnął z ramion. W końcu mogłam odetchnąć pełną piersią, spojrzeć na siebie trochę z boku i odpowiedzieć na pytanie co ja tam robiłam. W sumie to nadal nie wiem czemu tak późno zdecydowałam się odejść, chyba jednak brakowało mi odwagi i wydawało mi się, że nie dam sobie rady, że lepiej być z nim niż samej, że jednak te moje cztery ściany są nawet fajne. Że w innym miejscu będzie mi źle.
Wyprowadziłam się pierwszego grudnia tego roku, od pierwszej nocy byłam już o wiele bardziej szczęśliwa i prawie na okrągło się uśmiechałam. Później poznałam Klauna, nie wyszło nam, bo za wiele musielibyśmy pokonać, a żadne z nas nie było gotowe na stoczenie bardzo poważnej walki z losem. Ja ciągle krucha, bo w końcu zebrałam się na odwagę, ale w sercu nadal się bałam że mi się nie uda, jeszcze wtedy cała moja rodzina była przeciwko mnie. Klaun uwikłany w zbyt wiele spraw które go otaczają, też trochę bezsilny i słaby. Teraz ... każde z nas ma swoje życie. Ja, mam nadzieję, układam je całkiem na nowo. Wiele się zmieniło od pierwszego grudnia, najbardziej moje podejście do życia. Moja chęć osiągnięcia szczęścia, na chwilę poszła w las, ale ... poznałam kogoś wyjątkowego. Dobrze mi z nim, ale ... tym razem nie ma ochów i achów, nie zachwycam się tym co się dzieje. Chwilowo jestem obserwatorem całej tej sytuacji, patrzę na siebie z perspektywy, obserwuję i czekam. Nie wiem co będzie, nie mam pojęcia ile to potrwa, nie wiem czy ten którego poznałam będzie tym jedynym, czy może jest tylko kolejnym z którym mi się nie uda. Nie wiem. Nadal jest wiele znaków zapytania. Nadal jest bardzo dużo znaków zapytania.
Na dzień dzisiejszy mam sporządzoną listę rzeczy które muszę wykonać do lipca przyszłego roku. To takie moje małe cele do których będę dążyć, tej listy będę się trzymać. :)
Branoc syskim nocnym markom cytającym tego bloga. :)
Robaczki moje kochane :)
Tak to do Was, moich wiernych czytaczy :)
Kochani jesteście, że tak tu zaglądacie, cieszycie sie moim szczęściem, a co niektórzy płaczą razem ze mną. Cudowne uczucie, że jest tam ktoś kto choć po części przeżywa ze mną moje stany ducha.
Dzisiaj od rana same bardzo dobre wiadomości. :) Zadzwonił mąż i ... powiadomił mnie, że składa pozew o rozwód. Endorfiny z tego szczęścia tak mi uderzyły do głowy, że aż mi się zakręciło w główce. :))) Rozmawialiśmy długo i teraz wiem, tak mniej więcej co u niego, jak mu się układa. Powiedział, że jest szczęśliwy, zmienia pracę itp itd. Cieszę się jego szczęściem. :)
Potem pojechałam na zakupy. Na Sylwestra idę na bal przebierańców, więc trzeba było coś wymyśleć, tym bardziej że temat przewodni to 'Anioły i Diabły', no i idę z moim Ktosiem. Miał być Anioł, tak Anioł, bo ja taka święta jestem jak aniołek ;), ale okazało się że białej sukienki nigdzie nie ma, a w spodniach iść nie chciałam. Więc ... będzie Wróżka, ale jaka. Mniam! Długa krwistoczerwona sukienka, dosyć obcisła, na ramiączkach i na dodatek z gołymi plecami. Jak się w niej zobaczyłam wiedziałam, że ją wezmę, dawno nie patrzyłam na siebie z takim zachwytem, prawie jak mały narcyz. :) A różdżka będzie jutro, no i buty na wysokim obcasie. O czerwonej bieliźnie i pończochach wspominałam? :)
Jeszcze się tu dzisiaj pojawię. Buziak w nosek. :*
P.S.
Przypomniało mi się. :) Mój ktoś pojechał dziś do Opery Bałtyckiej po bilety na koncert Noworoczny, na który idziemy 30 grudnia. :) Nie mógł się dogadać bo pani w kasie angielskiego nie znała, więc zadzwonił do mnie. Cudnie. :) Mamy bilety gdzieś blisko sceny, więc będzie fantastycznie. :))) Już się doczekać nie mogę. :)) No i kiecka też już gotowa, jak mnie zobaczy padnie. :)
Tutaj nadal piątek ...
Dom poszedł spać ... no prawie cały, chłopaki siedzą i grają na Play Station. Chłopaki ... syn mojej psiapsiółki i Jego koledzy (średnia wieku 28 lat :)) ) ... no tak to bywa, duży chłopak duże zabawki. ;)
Ja siedzę w kuchni, dzięki za bezprzewodowy internet :) ...
Coś w serduszku nie gra, smutno jakoś ...
Czekałam na ten moment ... pierwszych klika dni byłam zabiegana, uczyłam się topografii okolicy, co gdzie jest w domu, a to duuuuży dom. Co i jak i jakoś tak nie było czasu na zadumę, zamyślenie, przemyślenia. Dzisiaj ... dzień minął szybko, byłam w centrum szukać pracy. Mam kilka nowych ofert, jutro wydrukuję CV itp i wyślę pocztą.
A ja? Siedzę w kuchni ... laptop na kolanach ... myślę, zastanawiam się, analizuję ... wiem, że przyjazd tutaj to było jedyne dobre wyjście ... ale dobre dla kogo? Po jakim czasie uznam, że zrobiłam to co TRZEBA było zrobić? Po jakim czasie przestanę za Nim tęsknić? Jego dotyk, uśmiech, śmiech, to jak na mnie spoglądał siedząc za biurkiem w pracy, jak zerkał gdy byłam zajęta czymś w kuchni, jak do mnie mówił, jak pragnął, jak pożądał ...
Co dalej? Pełno pytań bez odpowiedzi pozostało ... wyjazd nie zmienił niczego oprócz mojego położenia geograficznego i języka w jakim się komunikuję z ludźmi.
Siedząc w samolocie, zaplakana obiecywałam sobie, że po wylądowaniu zniknę. Przestanę do Niego pisać, nie odezwę się ani razu, zaginę gdzieś tu w swoim małym świecie wyszarpanym z szarej rzeczywistości. Poświęcę wolny czas na fotografię, zacznę więcej czytać, uprawiać jakiś sport, ale ... zawsze jest jakieś ale ... nie umiem, nie chcę, nie potrafię żyć bez Jego uwagi jaką mi poświęca, bez troski jaką mnie obdarowuje, bez ciepłych słów na dzień dobry i słodkich snów na dobranoc. Nie umiem, nie chcę, bez Niego to nie życie a coś jak wegetacja ...
Tęsknię! Obrzydliwe uczucie w takich ilościach w jakich ją odczuwam. Niezaspokojone pragnienie bycia blisko, nawet jak jest czymś zajęty, świadomość że mogę Go dotknąć, pocałować, przytulić ... teraz tego nie ma.
Nie ma Jego ciepła, oddechu, bliskości ... jest za to świat wirtualny ... piękny na swój sposób. Mam dostęp do netu 24 godziny na dobę, smski z netu krążą co chwila, maile też, wpisy na naszym wspólnym blogu pojawiają się co chwilę ... ale co dalej? On tam z żoną ... ja tu sama ... do czego nas to doprowadzi? Czy to wogóle do czegoś prowadzi? Chyba do kolejnego razu gdy napiszę do Niego 'Od jutra znikam', a potem po kilku godzinach i tak napiszę 'Przepraszam, wybacz mi Kochanie, więcej tak nie zrobię'. I w sumie więcej TAK nie zrobię, innym razem wyślę maila o treści 'Nie pisz do mnie więcej', a potem ... historia się powtórzy. I za każdym razem jak 'powracam' On cieszy się jak dziecko, cały następny dzień, a właściwie kilka kolejnych dni traktuje mnie jak swój wyjątkowy skarb, jak największy dar od losu jaki kiedykolwiek dostał ... bo ... tak jest, jestem Jego szczęściem, Jego radością ...
Tylko co dalej??? Być wirtualnie dla Niego, dla siebie, z Nim, przy Nim i pomimo tak silnego uczucia układać sobie tutaj życie, licząc że kiedyś poznam jeszcze wspanialszą osóbkę, która skradnie mi serce ... ale będzie mogła być ze mną, przy mnie, dla mnie, obecna fizycznie, kochająca bezwarunkowo ... mogąca zaspokoić moje pragnienie bliskości, kontaktu fizycznego, potrafiąca zaspokoić moje potrzeby ...
Nadal siedzę w kuchni ... teraz znowu płaczę ... nic nie piłam Drogi Czytelniku, nie piję już jakiś czas. :)
Płaczę, wylewam łzy, ocieram je ... sama, a nie powinno być łez, a jak się pojawią to On powinien je ocierać ...
Poniedziałek ... c.d. ...
Dzisiaj rano dostałam maila o tytule 'Czy mnie jeszcze pamiętasz ...'
Milutko mi się zrobiło ... bo akurat teraz gdy uciekłam od wszystkich i wszystkiego chyba najbardziej potrzebuję kontaktu, nawet takiego wirtualnego ... wiem, wiem marudziłam ostatnio coś na ten temat, ale niestety są sfery w których świat wirtualny to stanowczo za mało, natomiast są takie w których akurat taki kontakt wystarczy ...
Odpisałam, czekam na odpowiedź ...
Dzisiaj, tutaj ... kolejny dzień. Miałam rozmowę w sprawie pracy, ale niestabilność finansowa mi nie odpowiada, więc podziękowałam za zaproszenie na rozmowę i wyszłam. Chodziło o pracę w zawodzie, ale bez pewności że ta praca będzie. Mogłoby się zdarzyć że byłyby tygodnie gdzie nie miałabym roboty, a później wpadłabym w kołowrotek nadmiaru obowiązków. Nie mam tu nikogo kto w razie potrzeby by mi pomógł, więc muszę szukać takiej pracy która da mi płynność finansową bez przerw.
Musze opłacić wynajem pokoju, jak się stąd wyprowadzę, spłacać kredyt w Polsce, opłacić telefony (polski i angielski), kupić bilet miesięczny i coś do jedzenia. Wyszło z moich skromnych i koślawych obliczeń, że potrzebuję conajmniej 800 funtów miesięcznie, czyli trochę ponad najniższą krajowa. Myślę, że dam radę.:)
Muszę dać radę, jakby nie patrzeć nie mam wyjścia.
Branoc ...
Niedziela...
minela na leniuchowaniu i sporej dawce sportu, ktora zmeczyla mnie na tyle, ze po poludniu spalam trzy godziny. :) Wstalam pelna energii i w dobrym humorze. :)
Ewelinku poruszyla w swojej notce ciekawe zagadnienie. Dom... swoje miejsce na ziemi... kat do ktorego chce sie wracac... 'cztery sciany' z ktorych zal wychodzic... Ja tez szukam i ciagle znalezc nie moge. Mam juz siodmy adres zamieszkania. Przerazajace. Ale chyba najwazniejsze, ze tu gdzie jestem teraz czuje sie najlepiej pomimo tego, ze do lazienki ciagle jest kolejka, dopchac sie do kompa w ciagu dnia graniczy z cudem, spie na kanapie w towarzystwie glucho-slepo-powolnego psa, ktory ma artretyzm i chrapie, bojler ciagle halasuje, dom oddalony jest od miasta 25 minut jazdy autobusem, autobusy jezdza co pol godziny w ciagu dnia, ostatni odjezdza o 22, a potem to tylko podroz taksowka. Ale to wszystko jest nieistotne gdy jest sie otoczonym cudownymi ludzmi. Ludzmi za ktorymi sie teskni, ludzmi ktorzy tesknia za Toba. Ludzmi takimi jak cala moja zwariowana banda.
Dlaczego zwariowana? To jest dom muzyki. Pelen dzwiekow, wesolych spiewow i rozmow. Umilania sobie zycia na pielegnowaniu swoich hobby. Gra na gitarach, perkusji i pianinie, jazda na jednokolowym rowerze, pieczenie ciastek o polnocy itp itd. Dlugo by wymieniac.
I tak dla mnie najwazniejsze jest to, ze tutaj wracam z przyjemnoscia. Gdy koncze prace chce jak najszybciej wejsc do domu pachnacego radoscia, miloscia i cieplem.
No to ....
czas na kolację. Dziś pierożki z ciasta francuskiego, z ... jak zjem to napiszę, bo nie wiem co za niespodzianka w środku. :)
No to smacznego. :)
Pycha!! Z nadzieniem jak Ruskie. Na ostro, tak jak lubię. :)))
A teraz czas nadrobić zaległości, bo nie wiem kiedy się tu znowu pojawię. Coś ostatnio nie mam czasu, pędzę jak szalona, nie mam czasu ani zjeść, ani pospać. W pracy spędzam po 10 czasem 12 godzin, a na obiad wcinam słodycze :/ oraz ... duże ilości kawy i sporo papierosów. No tak już mam, że jak jestem zajęta nie jem, ale za to piję to co nie zdrowe i dużo palę. Fuj!
Moje Skarby w końcu znalazły swoje lokum. Jutro podejdę obejrzeć, podobno ładne.
Nie wiem co dalej będzie. Chwilo w głowie mam włączone światełko ostrzegawcze. Bo z jednej strony chcę żeby pochłonęło mnie to co się dzieje, a z drugiej czekam na moment w którym mi powie, że jednak wraca do siebie. W końcu nadal nie ma tutaj ani pracy, ani właściwie nic. Nie wiem, już dzisiaj zmęczona jestem i bredzę. :/
Branoc syskim nocnym markom cytającym tego bloga. :)
Mmmmmmm! (! = silnia) i żeby było lepiej silnia do kwadratu ;)
Cudny wieczór, noc, poranek, przedpołudnie i popołudnie. :)
Była kolacja, fantastyczne wino, cudowny Ktoś. :) Baraszkowaliśmy do 5 nad ranem, a od 9 powtórka. :)))))
Niesamowita ilość czułości, namiętności, rozkosznych zabaw przy przyciemnionym świetle. :)
Mmmmmmmmmmm cały czas mam to wspaniałe uczucie w dole brzucha .... i nadal nie mogę się skupić. :) A właściwie nie chcę się skupić, chcę to czuć, pamiętać, wspominać. Chcę żeby trwało ......
Cudnie!!!!!!!
P.S.
A teraz trochę szarej rzeczywistości. :/ Mieszkam z rodzicami i ... w końcu dzisiaj miałam okazję ich zobaczyć po dość długim czasie, z racji tego że pracuję dużo w domu bywam mało. No i stało się. Jak mnie już dorwali ... wygarneli co im na sercu leżało. Oto najważniejsze:
1. Zmarnowałam sobie życie odchodząc od męża
2. Traktuję dom jak hotel
3. Marnuję im życie, bo się o mnie martwią
4. Mój Ktoś to kolejna zabawka, która mi się szybko znudzi
5. Miłość jest mi teraz nie potrzebna i szukam jej na siłę
Jejku, a ja siedziałam pod obstrzałem i ... wspominałam te cudowne orgazmy z poranka, nocy i wieczoru. Cud że cokolwiek zapamiętałam. No i wielkie szczęście, że nie znają mojej przeszłości, bo już dawno by padli trupem.
Nie do końca normalna ;)
Bo gdybym była to na kolację zjadłabym coś normalnego, a nie puszka tuńczyka w sosie własnym zagryzana parówką (na zimno oczywiście), a na deser kawa z mandarynką. To znaczy kawę wypiję, a mandarynkę zjem później. :)
Dziwię się, że moje kubki smakowe nie padły z wrażenia.
Wariactwo, ale to chyba sposób odreagowania całego dnia, stresu itp itd. Co się będę tłumaczć, praca z gimnazjalistami jeszcze nigdy nikomu nie wyszła na dobre. :/
Idę sobie, może by tak na spacerek? Ale chyba zimno, wieje i mokro się zrobiło. Wrrrrrrrr chyba jednak do łóżka. :)
Ale najpierw ... zapalić. :)
Branoc ... resztę już znacie marki moje kochane. :)
M.
P.S.
Piszę sobie smska o północy do mojego Ktosia, a tu nagle ... drży mi moja komóreczka w dłoni i co widzę? Smska od mojego Ktosia. Cudnie!! :)
A nawet pięknie!! :)
Nienormalna na 100%
Dzisiaj wstałam o 4.45, to po pierwsze. A warto zaznaczyć, że poszłam spać po 2.
Po drugie w pracy byłam wyjątkowo wcześnie, chociaż zajęcia zaczynam o 15.45. Wcześnie to o 9. :/
Korzystając z okazji, że miałam więcej czasu poszłam do Sphinxa, bywam tam na tyle często, że jak wchodzę przynoszą mi kawę do stolika, nawet nie pytając czy ją chcę. :))) No i .... zamiast odpocząć po cieżkich poprzednich dniach, zamiast się oderwać i zrelaksować, co Nowa zaczęła robić?? No co?? Zabrała z pracy książkę i kombinowała co zrobić na zajęciach z uczniami. To zakrawa na jakiś absurd!! Czemu nie umiem odpocząć, wyłączyć się, tak zwyczajnie w świecie zrelaksować????
Znowu się źle skończy. :/
P.S.
No ale chociaż chwilę odpoczęłam wcinając pizzę z tuńczykiem. Dziś bez żadnych udziwnień. :)))
P.S. 2
Mało mnie tutaj, bo nie mam na nic czasu. Piszę pracę dyplomową, do tego sesja na uczelni i testy śródsemetralne w szkole. I tak jestem super ;) że jestem ze wszystkim na bieżąco i potrafię wygospodarować czas na siedzenie w różnych dziwnych miejscach i picie kawy. Fakt, że głównie wieczorami, albo w nocy, no ale po co marnować drogocenny czas na spanie ... i tak nie pamiętam swoich snów.
Bo to jest tak:
Jest cudnie, pięknie i wspaniale i nagle wielkie trach!!!!
Nie żeby coś poważnego, ale CHORA jestem. :/
Zimno mi, trzęsę się i jakby mi coś ciężkiego na głowę spadło. Wolno myślę, nie mogę się skupić i ogólnie jest do kitu, ale ... i tak w piątek wyjeżdżam. A moje Skarby przyjdą na dworzec wycałowć mnie na pożegnanie. Mmmmmmm już nie mogę się doczekać. :)
Wracam w poniedziałek rano prosto do pracy. Staram się nie myślec o tym, że tak krótko mnie nie będzie, natomiast wizja spędzenia cudnego weekendu gdzieś daleko od domu nastraja mnie bardzo pozytywnie. Tylko muszę sobie powtarzać, że skoro jadę odpocząć nie wolno mi zabrać ze sobą podręczników, testów, ani niczego co związane jest z pracą czy uczelnią. Ciągle sobie wmawiam: 'Jedziesz na urlop wariatko!!! Urlop jest po to żeby odpocząć!!! Przypomnij sobie jak to jest odpoczywać i relaksować się do bólu!!!!' Chyba muszę poprosić mojego Ktosia żeby przed wyjazdem sprawdził w mojej torbie czy czasem nie zabrałam żadnego testu czy książki, bo jak znam siebie będę chciała coś przemycić i kolejny wyjazd spędzę w pracy. :/
Spadam Robaczki, tym razem MUSZĘ iść do pracy. Chora czy nie, kasę trzeba zarabiać.
Buziak w ... nosek. :*
|